Prawo do oceny

Myślę ostatnio o niedawnej dyskusji na temat czytania dorobku w postępowaniach habilitacyjnych. Nie chcę się wypowiadać po raz kolejny w tej sprawie, chciałbym jednak podnieść problem, na który wskazywałem już odnośnie postępowań profesorskich.

 

Od miesięcy zastanawia mnie dorobek recenzentów w postępowaniach habilitacyjnych. Widzałem już niejedno postępowanie, w którym recenzenci mieli co prawda większy dorobek ilościowy, jednak jakościowo czasem (prima facie) znacznie gorszy. Co sam zrobiłbym, gdybym widział dorobek na równi czy lepszy niż od mojego. Jakie mam prawo do tego, by oceniać taki dorobek? Jest to pytanie, które zaczyna mnie dręczyć, szczególnie, że usłyszałem, że jestem brany pod uwagę jako recenzent w postępowaniu mocnego habilitanta. Byłaby to moja pierwsza recenzja habilitacyjna.

 

Postępowanie habilitacyjne siłą rzeczy nie jest 'peer-review'. Tu ci wyżej w hierarchii (instytucjonalnej) oceniaja tych na niższym szczeblu drabiny. Ale jeśli ja wcale nie jestem wyżej (badawczo, intelektualnie, publikacyjnie), to jakie mam prawo do tego, by oceniać?

 

Według mnie spór o to, czy czytać czy nie, jest sporem drugorzędnym, zaciemnia to, co ważne. Dużo ważniejsze jest to, na ile recenzent jest w stanie dokonać oceny, a na dodatek ma do tego prawo.

 

Moderowanie komentarzy

Przykro mi bardzo, jednak postanowiłem włączyć opcję moderowania komentarzy. Nie mam czasu i ochoty wykłócać się z nowymi nickami i usuwać ich komentarzy.

 

Zdaję sobie sprawę, że moderowanie komentarzy bardzo utrudnia żywe dyskusje, które się tu często odbywały. Mam nadzieję, że te utrudnienia będą jedynie tymczasowe.

Światowość

Na blogu profesora Śliwerskiego wpis o habilitacji 'w światowym stylu'. Postanowiłem sprawdzić, jak wygląda światowa pedagogika według Profesora. Otóż pedagogika 'w światowym stylu' to rozprawa po polsku, a w dorobku 4 artykuły w czasopismach wydawanych po angielsku. Warto zaznaczyć, że te cztery międzynarodowe artykuły to zazwyczaj o 4 więcej niż w dorobku przeciętnego profesora (podwórkowego czy nie) z pedagogiki (zdaje się, że w tym samego prof. Śliwerskiego)

 

Zaskoczył mnie jednak zachwyt Profesora. Prof. Śliwerski często opowiada o habilitacjach z pedagogiki i nigdy nie zauważa braku międzynarodowego dorobku u habilitantów. Nasz pedagog wychwala habilitantów pomimo tego, że nigdy nie przeszli przez międzynarodowy proces recenzyjny. A zdarza się, jak sądzę, że przez żaden proces recenzyjny. Na blogu, co więcej, można spotkać znaczny dystans wobec (wymogu) publikowania międzynarodowego.

 

Świetna pedagogika prof. Śliwerskiego może być więc tylko po polsku i nie musi być recenzowana (dodam: rzetelnie). Skąd więc ten zachwyt nad kilkoma artykułami po angielsku? Czyżby polska pedagogika nie była międzynarodowa?

 

 

Protokoły

Na forum kolejna debata na temat postępowania, w którym nadano stopień wbrew recenzjom. Tym razem habilitacja w naukach humanistycznych przeszła pomimo dwu bardzo krytycznych recenzji. Moją główną refleksją jest, do znudzenia, potrzeba systemu kontroli jakości przebiegu postępowań. Szczególnie takie postępowania, jak to omawiane, powinny być brane pod lupę 'kontrolerów'. Bez wątpienia przecież albo recenzenci zawalili, albo komisja odrzuciła ich zdanie bezpodstawnie. I tu moja druga refleksja. Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego odrzucono zdanie recenzentów! Jak przebiegała dyskusja w komisji habilitacyjnej, jak przebiegało głosowanie? Czy recenzenci tym razem uznali, że zabrakło im życzliwości, a może się pomylili?

 

Mam zatem kolejny postulat, kolejny najprawdopodobniej niespełnialny. Otóż uważam, że należy publikować protokoły obrad komisji habilitacyjnej oraz rady wydziału (oczywiście w tym drugim wypadku przedmiotowy fragment). W ten sposób nie tylko będzie można sobie wyrobić zdanie na temat konkretnego postępowania, ale również habilitacja (może) będzie w mniejszym stopniu postrzegana jako oparta na życzliwości czy innych czynnikach.

 

Mój postulat to nie jest jednak postulatem do ministra. To postulat do każdego wydziału, który może to robić we własnym zakresie. Przecież to, że nie trzeba, nie znaczy, że nie można.