Interdyscyplinarność raz jeszcze

Po rozmowach bliżej jestem jeszcze jednej decyzji. Otóż skłaniam się ku traktowaniu mej interdyscyplinarności w autoreferacie z otwartą przyłbicą. Bez ściemniania. Ostateczna decyzja zostanie, rzecz jasna, podjęta w dniu wysłania autoreferatu do CK, jednak takie jest moje obecne myślenie na ten temat.

 

To myślenie nie wynika jednak z potrzeby uczciwości, mniej czy bardziej strategicznej, czy też innej naukowej rycerskości. Idzie raczej o to, że jeśli rzeczywiście w komisji będą sensowni ludzie, to nie będę obrażał ich inteligencji (tanią) ściemą, którą oni przejrzą jeśli nie natychmiast, to dość szybko. Nie chcę, żeby myśleli o mnie w takich kategoriach.

20000 i 2

Ja również się zastanawiam, czy ktoś, kto nie jest w stanie napisać autoreferatu, powinien dostać habilitację. Odpowiedź, z jednej storny, brzmi pewnie: tak. Ustawodawca i minister nie mówią nic o jakości autoreferatu. Może nikt nie przewidywał, muszę to powiedzieć: idiotyzmów, które będą zawierać autoreferaty. Z drugiej strony, mam duży problem z tym wszystkim. I to nawet nie z tym, że kandydat na profesora nie potrafi stosować podstawowych zasad interpunkcji, że sadzi błędy stylistyczne czy gramatyczne i nie wie, że po 'dr' można postawić kropkę. Ja mam problem z połaciami bezmyślności. Bo ja nie wierzę, że przeciętny habilitant nie potrafi napisać kilku stron o swych badaniach. Wierzę natomiast, że z jakichś powodów postanowił się nie zastanowić nad tym, co napisać, wolał iść po linii najmniejszego oporu (a nie: najmniejszej linii oporu) i po prostu napisać streszczenie każdej publikacji, zaczynając np. od motta życiowego. 

 

Dlaczego tak się dzieje? Czy moi koledzy i koleżanki w habilitacji po prostu myślą, że to nie ma znaczenia? Że sprawa jest przesądzona? Wszak żadna z przeczytanych przeze mnie recenzji nie zawiera krytyki autoreferatu.  Może więc to po prostu nie ma znaczenia i trzeba wkleić abstrakty swych artykułów…..A może są po prostu bezmyślni. I jeśli tak jest, jeśli niektórzy z autorów naprawdę myślą, że to, co napisali, ma sens i pokazuje ich w dobrym świetle, to biada nam. Biada!!

 

Martwi mnie jednak co innego. Martwi mnie obraz habilitacji, który się wyłania. Nasi studenci, magistranci, za chwilę doktoranci będą mogli sobie przeczytać nasze autoreferaty. Obawiam się, wielu z nas straci resztki szacunku, który jeszcze czasami mamy wśród naszych studentów. I to jest wg mnie bardzo smutne. To negatywna spirala nakręcająca fatalny obraz nauki polskiej. Nasze autoreferaty pokazują, w jak fatalnym stanie jesteśmy.

 

Chciałbym być tak optymistyczny jak balans_bieli i myśleć, że 2 miesiące to za mało na napisanie byle jakiej habiltacji, która zostanie opublikowana byle gdzie….Niestety, nie jestem taki optymistyczny. Znam książki naukowe wydawane w Polsce, które osiągają poziom niedostępny słowom na kulturalnym blogu. Część z nich to zapewne książki habilitacyjne, na podstawie których autorzy uzyskali stopień. Myślę, że w ich wypadku z 2 miesięcy po napisaniu tekstu zostałby jeszcze czas na długie wakacje.

Owoce Szczecina…..

Gdy jakiś czas temu prześmiewczo pisałem o życiu płodowym, w którym habilitant rozpoczął swój marsz ku habilitacji, nie sądziłem, że autoreferat może wyjść poza cezurę, którą wyznacza data poczęcia kandydata na profesora. Okazało się (chciałoby się powiedzieć: jak zwykle), że moje niewczesne szyderstwa zostaną ukarane.

 

I tak oto nie mogę się powstrzymać i nie zauważyć habilitanta w naukach muzycznych (docenionego na moim ulubionym forum), który rozpoczyna autoreferat w momencie, kiedy….poznali się jego rodzice. Habilitant podaje, iż jest owocem  tegoż związku, rozpoczętego bez wątpienia romantycznie w Szczecinie.

 

I może lepiej zostawić ten wpis bez części komentującej. Nie mogę się jednak powstrzymać od jednego pytania: gdzie jest granica?! No właśnie….granica czego?

 

 

Ideał autoreferatu

Właśnie znalazłem autoreferat napisany tak, jak ja bym chciał go napisać. Habilitantka w naukach humanistycznych usytuuowała swe badania i publikacje w naukowym kontekście, w którym się porusza. Na dodatek opisała tradycje intelektualne, z których się wywodzi. Ideał autoreferatu, po prostu.  I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że to jest jej……trzecie podejście. Po pierwszym razie CK uznała, że to habilitantka miała rację w odwołaniu – oceniono jej dorobek, przyjmując niestosowne założenia teoretyczne; za drugim razem odmówiono jej stopnia, bo wykład Radzie/Komisji się nie podobał (decyzja o karierze habilitantki na podstawie nieudanego wykładu……nic dodać, nic ująć). Teraz habilitantka próbuje podejść trzeci raz, bardzo pozytywnie zresztą mówiąc o swym dorobku i jego unikalności swych rozważań i konkluzji.

 

Współczując habilitantce, mam poczucie pewnego tragizmu swej sytuacji (może nieco z przymrużeniem oka). Czy ideał autoreferatu może być pisany trzy razy?! A może jednak za bardzo się przechwalała?! Gorze mi…..

 

Będę śledził losy tej habilitantki. Niestety, nie wierzę w jej sukces, zupełnie nie wierzę. Stawka jest przecież niezwykle wysoka. Czyżby szanowne komisje i rady dwa razy się myliły? Dalibóg to niemożliwe…..Bardzo chciałbym nie mieć racji.

Autoreferat

Coraz intensywniej myślę o autoreferacie. Mniej więcej wiem, co napisać – chcę umieścić moje badania w szerszym kontekście (sub-)dyscyplin. Zacząłem się jednak zastanawiać też nad tym, jak to napisać. Na ile skromny, neutralny, czy optymistyczno-pozytywny mam być. Oczywiście, chciałbym napisać tak, 'jak jest'. Jednak zakładając, że moje badania są rzeczywiście unikalne, nowatorskie – jednym słowem, niesamowite – to jak to napisać? Czy rzeczywiście po prostu napisać, że są 'niesamowite'?

 

Kulturowo rzecz biorąc, najlepszą strategią jest opisanie faktów. Jednak ja nie będę oceniany na podstawie jedynie faktów. Mam być oceniany na podstawie wkładu w dyscyplinę i ma ten wkład być znaczny. I powstaje natychmiast pytanie, na ile ja mam o tym powiedzieć recenzentom.Na ile oni sami powinni zdecydować o tym?

 

Oczywiście, nie ma odpowiedzi na takie pytania. Wszystko, co mogę, to wyobrazić sobie, jaki autoreferat ja chciałbym przeczytać (wiem, pochlebiam sobie). Odpowiedź na takie pytanie, z kolei, jest dość prosta: chciałbym przeczytać autoreferat uczciwy. I jeśli uczciwą oceną jest napisanie 'nowatorski', 'unikalny' itp. to niech tak właśnie będzie.

 

Pozostaje mi mieć nadzieję, że uda mi się napisać uczciwie.

Autoreferaty – cd.

Lektura autoreferatów innych habilitantów nadal jest źródłem zadziwień. Właśnie jestem po lekturze autoreferatu habilitantki w naukach humanistycznych. Wydawałoby mi się, że szczególnie u polonistki przeczytam dobrze  napisany autoreferat, opowiadający mi przynajmniej o tym, co habilitantka zrobiła, a może nawet co z tego wynika, dlaczego to ciekawe. Jednak habilitantka przyjęła wersję, by tak rzec,  minimalistyczną. Po poinformowaniu o ilości tekstów, które napisała, habilitantka…..wymieniła je wszystkie, dzieląc na grupy tematyczne. I nic więcej. I przeżywam tzw. opad szczęki. Już samo słowo 'autoreferat' zakłada jednak narrację, autorskie sprawozdanie. Lista publikacji sprawozdaniem nie jest, jest bowiem listą publikacji.

 

Od czasu, gdy zacząłem czytać autoreferaty, zacząłem się zastanawiać, na czym polega trudność napisania kilku stron o tym, co się zrobiło. I mam nieodparte wrażenie, że albo coś ze mną jest nie tak i jestem wręcz chorobliwie optymistyczny na temat moich zdolności napisania autoreferatu (psychiatria mówi chyba o urojeniach wielkościowych), albo …. no właśnie….albo źle się dzieje w państwie habilitacyjnym.

 

Dla własnej higieny psychicznej zostanę przy tym, że ja jestem jednak w stanie napisać przynajmniej średnio dobry autoreferat. I że napisanie go nie wymaga nawet doktoratu.

Autoreferaty

Od jakiegoś czasu zerkam na strony CK w poszukiwaniu autoreferatów – niedługo zacznę pisać swój. Znaczną część tych dokumentów zapisałem sobie, a dziś postanowiłem się z częścią przynajmniej gruntowniej zapoznać.  i tak, zamiast czytać ustawę, nie mogłem sie oderwać od lektury. Autoreferaty można  znaleźć tu : http://www.ck.gov.pl/index.php/postepowania-awansowe/postepowania-habilitacyjne (może się nauczę wklejać URLe ładniej). Polecam!

 

Trochę nie wypada mi chyba krytkować ludzi, z którymi jadę na tym samym wózku, jednak nie wytrzymam. No muszę przyznać, że znaczna większość autoreferatów, które przeczytałem, wywoływała we mnie niedowierzanie. Habilitant, który zaczyna swój autoreferat od miejsca urodzenia, wymienienia szkoły podstawowej, zainteresowań w liceum, tudzież na studiach musi sie narażać na śmieszność, nie? Jeden z habilitantów uznał a stosowne informować o tym, ze był gospodarzem klasy, inny ręczył słowem honoru za prawdziwość autoreferatu. No przecież to jest kompletna parodia! Mam wrażenie, że niektórzy z koleżanek i kolegów mieliby również ochotę napisać o swym życiu płodowym, w którym już oczywiście interesowali się tematem swej habilitacji.

 

O dorobku (dorobkach) wypowiadać się nie będę. Nie dość, że nie chcę się wymadrzać, to, jak już powiedziałem, jadę na tym samym wózku. I cholera wie, co się spodoba recenzentom.

 

I teraz moja perspektywa: gdy zacząłem myśleć o autoreferacie, zacząłem myśleć o nim, w kategoriach zainteresowania recenzentów moją pracą i badaniami. Chciałbym im 'sprzedać', że to, co robię, jest ciekawe i warte ich uwagi. Bardzo wątpię, że informacja o tym, że pierwszy kurs języka angieslkiego odbyłem już w szkole podstawowej, osiągnie ten cel. Chcę też przekonać recenzentów, że to, co robię, jest ważne, że zrobiłem badania i napisałem rzeczy, które może nie zmieniły świata, ale jednak stworzyły wiedzę, która jest ważna zarówno intelektualnie, jak i, potencjalnie przynajmniej, praktycznie. Oczywiście znalazłem kilka autoreferatów napisanych właśnie tak. Opowiadały o badaczu, o kimś, kto przeszedł drogę od doktoratu do momentu, w którym sie znalazł i coś osiagnął.

 

Szczerze powiem, że humor mi się nieco poprawił (Schadenfreude, niestety). Jeśli mam rację, że autoreferat ma być, jak to gdzieś usłyszałem, czy przeczytałem, moją 'narrację badawczą, to w zestawieniu z tym, co czytam na stronach CK, recenzenci dostaną ode mnie coś znacznie lepszego. Bardzo na to liczę, rzecz jasna, trzymając kciuki, by sie nie okazało, że to tylko próżność przeze mnie przemawia. I że trzeba zacząć od poczęcia….