Gra pozorów?

Kolejna recenzja ’monstrum'. 30 stron bardzo szczegółowej analizy publikacji habilitanta. Analizy, która wykazuje serię błędów, niedociągnięć, nieścisłości, powtórzeń. Recenzja zawiera konkluzję negatywną, w przeciwieństwie do dwu pozostałych. Jedna z recenzji pozytywnych zawiera nawet tezę, że dzieło autora poważnie wzbogaca wiedzę historyczną. Czytając obie recenzje, można spokojnie uznać, że któryś z recenzentów odleciał.

 

Ale bardziej zaskujące jest postępowanie linkowane na forum. Tym razem rada wydziału z rozbrajającą szczerością informuje, że po uwzględnieniu negatywnej opinii komisji habilitacyjnej….nadała stopień. Zapytałbym radę, po co recenzje i komisja, skoro rada wie lepiej. Czy to wszystko tylko gra, by osiągnąć z góry zaplanowany wynik?

 

W obu postępowaniach chciałbym przeczytać protokoły….Jak uzasadnił pozytywny recenzent tezy o poważnym wzbogaceniu wiedzy? Jak uzasadniła rada odrzucenie decyzji komisji?

 

Protokoły

Na forum kolejna debata na temat postępowania, w którym nadano stopień wbrew recenzjom. Tym razem habilitacja w naukach humanistycznych przeszła pomimo dwu bardzo krytycznych recenzji. Moją główną refleksją jest, do znudzenia, potrzeba systemu kontroli jakości przebiegu postępowań. Szczególnie takie postępowania, jak to omawiane, powinny być brane pod lupę 'kontrolerów'. Bez wątpienia przecież albo recenzenci zawalili, albo komisja odrzuciła ich zdanie bezpodstawnie. I tu moja druga refleksja. Chciałbym się dowiedzieć, dlaczego odrzucono zdanie recenzentów! Jak przebiegała dyskusja w komisji habilitacyjnej, jak przebiegało głosowanie? Czy recenzenci tym razem uznali, że zabrakło im życzliwości, a może się pomylili?

 

Mam zatem kolejny postulat, kolejny najprawdopodobniej niespełnialny. Otóż uważam, że należy publikować protokoły obrad komisji habilitacyjnej oraz rady wydziału (oczywiście w tym drugim wypadku przedmiotowy fragment). W ten sposób nie tylko będzie można sobie wyrobić zdanie na temat konkretnego postępowania, ale również habilitacja (może) będzie w mniejszym stopniu postrzegana jako oparta na życzliwości czy innych czynnikach.

 

Mój postulat to nie jest jednak postulatem do ministra. To postulat do każdego wydziału, który może to robić we własnym zakresie. Przecież to, że nie trzeba, nie znaczy, że nie można.

 

Cisza

Króciutko o tej decyzji, która chyba dobrze się wpisuje w ostatnie tu dyskusje. Zaskoczyło mnie następujące stwierdzenie:

 

Wobec braku głosów w dyskusji oraz uwag do wniosku komisji….Przewodniczący … zaproponował głosowanie.

 

Nic nikt nie miał do powiedzenia? Nikt nie miał nawet ochoty powiedzieć: tak, zapoznałem się z autoreferatem, to jest habilitacja. Może chociaż ktoś mógłby omówić protokół dyskusji w komisji? Nawet zakładając, że habilitant jest cudem na kiju nauk o polityce, to wydaje mi się, że jest o czym porozmawiać. Chociaż chwilę.

 

Profesorskie mimozy

Znajduję kolejne postępowania z wykluczającymi się recenzjami. Ostatnio, postępowanie w naukach humanistycznych, zakończone niepowodzeniem, dwie recenzje pozytywne, jedna negatywna. O niespójnych recenzjach już nie raz pisałem, interesuje mnie jednak również coś innego. Zastanawiam się nad dyskusjami w komisji habilitacyjnej, które pozwalają na to, że przeważa ta jedna negatywna  recenzja.

 

Bardzo chciałbym zobaczyć zapis takiej rozmowy. Jakiś czas temu pisałem o postępowaniu, w którym znany polski socjolog systematycznie i dokumentnie zmiażdżył dorobek habilitanta. A to przy jednej recenzji wręcz entuzjastycznej. Zastanawiam się, jak to wygląda na spotkaniu. Co mówią ci pozytywni recenzenci? Wycofują się? Tłumaczą, że im się wydawało, że skupili się na czym innym? A może przyjęli rolę adwokata diabła?

 

Profesorskie ego to kwiat delikatny, kwiat, przy którym mimoza wymięka w przedbiegach. Nie można przecież tak przywalić profesorowi wprost. Nikt nie powie recenzentowi habilitacyjnemu: aleś Pan bzdury napisał! Pani nie wie, co pisze. A zatem co? „Doskonale rozumiem stanowisko Pani Profesor, jednak wydaje mi sie, że zbyt duży nacisk położyła Pani na omawiany aspekt dorobku habilitanta”. „Wydaje mi się, że Pan profesor okazał życzliwość, która znana jest w kraju i daleko poza jego granicami, tym razem Pańskie gołębie serce….”

 

Gdzie kończy się ego, a zaczyna nauka?