Wolność wypowiedzi w Essex

Zwrócono mi uwagę na raport (tu linka do opisu, w nim linka do raportu) Uniwersytetu Essex dotyczącego – tu bottom line – wolności wypowiedzi.

Sprawa poszła o to, że zaproszono dwie osoby (dwie profesorski), których wykłady odwołano. Ba, Departament Socjologii oświadczył również, że prof. Kathleen Stock, filozofka, nigdy nie będzie zaproszona do Essex (co jak na socjologów, jest jednak zaskakujące) . Poszło o to, że Stock uważa, że płeć biologiczna jest czymś rzeczywistym, że nie można uznać, że jedyną rzeczywistością jet gender i 'performatywna tożsamość' (jestem, kim mówię, że jestem). Essex uznał, że głoszenie takich takich poglądów jest równoznaczne ze stosowaniem mowy nienawiści.

Po półtora roku Essex opublikował raport z wewnętrznego dochodzenia w tej sprawie. Nie dość, że przeprosił obie profesorki, każe socjologom wycofać się z 'czarnej listy' dla Stock. Mówi również o tym, że czasem musimy żyć z tym, że ktoś się z nami nie zgadza. Do tego Essex rozważa swoją współpracę ze Stonewall, organizacją, która kiedyś walczyła o prawa gejów i lesbijek, dzisiaj skupia się na prawa transseksualistów i uważa, że niezgadzanie się z nią jest mową nienawiści.

Essex wreszcie wyraźnie mówi, że jest uczelnią dla wszystkich. Również tych, którzy nam się nie podobają.

Czytałem raport z dużym zainteresowaniem. Marzą mi się takie spokojne i wyważone słowa na polskich uczelniach.

I jedna uwaga – ten raport w niczym nie jest podobny do dzisiejszych prób przywrócenia wolności słowa na polskich uczelniach. To nie jest raport o tym, że wolno pieprzyć trzy po trzy i gadać bzdury, które nie mają pokrycia w faktach. To nie jest raport o tym, że można kłamać. To raport o tym, że ludzie mają różne poglądy i mają do tego prawo.